English version
Pobieranie animacji...
Menu główne:
Ostatnie Wyprawy:
Szybkie linki:
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu





Odwiedź nasz profil w portalu Facebook

Szukaj nas też na Twitterze

Uczestnicy

Foto-kalendarium

07.04. - Wylot z Warszawy. Na lotnisku spotykamy innych Polaków zmierzających na Spitsbergen: Piotra Głowackiego, Piotra Celińskiego i Jacka Bednarka, których celem jest Stacja Polarna w Hornsundzie oraz pięcioosobową ekipę Krzyśka Michalskiego, planującą przejście na nartach z Longyearbyen do Hornsundu i z powrotem (co im się uda). Najpierw lecimy do Kopenhagi, potem do Oslo, następnie do Tromso. A potem już na Spitsbergen. Przylatujemy tuż przed północą. Mroźno.
08.04. - Po przepakowaniu bagażu, rano lecimy do Ny Alesundu, gdzie czekają na nas nasze skutery. Pół dnia zajmuje nam przygotowanie skuterów do drogi. Ny Alesund, jak zawsze piękny.
09.04. - Przejazd do Stacji. Pogoda pochmurna. Miejscami nic nie widać. Jedziemy dookoła półwyspu Brogger, przez lodowiec Comfortless, a potem najtrudniejszy lodowiec Artura, ale bez większych problemów, dalej przez Saysorę, zatokę przed lodowcem Aavatsmarka i już Stacja. W Stacji czekają na nas Ania Bartczak i Kenneth Monsen, którzy tam zimują.
10.04. - Prace bazowe, Z Kennethem jadę na polowanie na foki. Wieczorem jadę po Anie, która poszła z psem i długo nie wraca. Przy okazji wjeżdżam po raz pierwszy na lodowiec Waldemara. Witam go pierwszy, sam, chwila nostalgii. Przecież to już dziewiąty raz.
11.04. - Pierwsze badania na lodowcu Waldemara. Przy okazji z panem prof. Markiem Grzesiem wjeżdżamy skuterami wysoko na pasmo Graffjellet. Piękne widoki na całą Kaffioyrę. Piękna pogoda. Wieczorem jadę po drewno z Kennethem.
12.04. - Jedziemy z Mariuszem i Tomkiem na lodowiec Aavatsmarka założyć automatyczną stację meteorologiczną. Od tej pory oni będą prowadzić badania na tym lodowcu, a my dodatkowo na pozostałych. Chłopaki zostają dłużej. Wieczorem wracają, ale jednym skuterem. Okazuje się, ze drugi nie chce odpalić.
13.04. - Jedziemy po skuter na lodowiec Aavatsmarka. Udaje się naprawić. Później dalsze badania na Waldemarze. Pod wieczór jadę z Kennethem założyć na cieśninie pułapkę na rekina. Na koniec dnia ćwiczymy jeżdżenie psim zaprzęgiem. Niesamowite.
14.04. - Załamanie pogody. Zamieć śnieżna. Do stacji bardzo blisko podchodzi niedźwiedź, z trudem udaje się nam go wypłoszyć.
15.04. - Zmieć wciąż trwa. Nie da się wyjść ze stacji. Cały dzień w środku.
16.04. - Rano pogoda się na krótko poprawia. Odkopujemy skutery. Odpalają bez problemu. Ania z Kennethem przygotowują się do trzytygodniowej wycieczki psim zaprzęgiem. Chcą wykorzystać czas naszego pobytu w stacji. W oczekiwaniu na pogodę długie rozmowy.
17.04. - Załamanie pogody wciąż trwa. Pada śnieg. Nic nie widać. Jednak Ania z Kennethem decydują się wyruszyć zaprzęgiem na swoją utęsknioną wycieczkę. Pierwszy z pustymi saniami rusza Kenneth. Po godzinie ja z Mariuszem i Anią. Chcemy im pomóc ile się da i jak najdalej podrzucić ich bagaże. Ciągnę, jak nigdy ciężkie sanie. Śnieg mokry. Skuter ledwie ciągnie. Nic nie widać. Cali jesteśmy mokrzy. Na zatoce zmieniam świece. Idzie lepiej. Jedziemy po śladach Kennetha, żeby go nie zgubić. Przy wjeździe na ląd skuter staje, ledwie utrzymuję się nad głęboką szczeliną z wodą. Z trudem udaje się nam go wydostać. Dalej stromo pod górę. Nic nie widać. Zakopuję się. W końcu jedziemy dalej i dojeżdżamy pod lodowiec Artura, gdzie czeka Kenneth. Zakładają tam obóz, a my z Mariuszem wracamy. Już całkowicie nic nie widać. Pozostaje tylko GPS. Strasznie bolą oczy. W końcu udaje się wrócić do stacji. szkoda, że nie ma już z nami Ani i Kennetha. Nie ma od kogo bić ciepło i przyjaźń. No, myślę sobie, że dziś to już mało brakowało...
18.04. - Śpimy dłużej. Profesor staje, prawie jak zawsze pierwszy. Oczywiście komentuje nasze spanie. Trudno. Po południu nieco się wypogodziło i pojechaliśmy robić profile śnieżne na lodowiec Waldemara. Spadło około 30-40 cm świeżego śniegu. Nie było za ładnie, ale jakoś poszło. Dużo roboty. Ciekawe co tam u Ani i Kennetha?
19.04. - Odwilż. + 2 C. Siedzimy w stacji. I taki też jest Spitsbergen. Cały dzień w stacji. pogodę też trzeba umieć zrozumieć.
20.04. - Zawieja nie ustaje. Chyba najgorzej, jak do tej pory. Wieczorem robimy chłopakom chrzest polarny. Przechodzą szereg prób. Między innymi: próbę strzelecką, odporności na zimno (odcisk gołej du... w śniegu), całowanie foki w ... Dostają nowe imiona polarne: Tomek - Śnieguła Polarna, a Mariusz - Niweopenetrator Polarny. Na koniec długa impreza. Nad ranem budzi mnie zamieszanie. Okazuje się, że przed spaniem profesor otworzył okno w sypialni. W nocy pogoda się zmieniła i nawiało pełno śniegu do stacji. Tomek, który spał najbliżej okna, zamiast je zamknąć uciekł do kuchni. Wszystko to było bardzo śmieszne. Cała sypialnia zawiana. Wszystko mokre.
21.04. - Pogoda wciąż bazowa.
22.04. - Wreszcie poprawa pogody. Słonecznie. Najpierw jedziemy na Waldemara. Robimy profile śniegowe na jego martwej części. Później jadę na morze zwinąć pułapkę na rekina. Cały lód się kołysze. Dziwne uczucie. Jedziemy jeszcze na lodowiec Ireny, na którym też prowadzimy badania. Ciekawszy lodowiec, od Waldemara. Więcej się na nim dzieje, zwłaszcza latem.
23.04. - Nadal piękna pogoda, byle tak dalej. Zrobiliśmy sobie wycieczkę na południe Kaffioyry. Pojechaliśmy, aż pod Bjornskankę. Wieczorem kolejna wizyta niedźwiedzia.
24.04. - Pomiary akumulacji śniegu na lodowcu Ireny. Dzień bez atmosfery...
25.04. - Pojechaliśmy do Ny Alesundu po Seweryna Macieja Zalewskiego. Ja, profesor i Mariusz. Pogoda była ładna, więc dobrze się jechało. W Ny Alesundzie zatankowaliśmy. Dzwoniłem, miło było usłyszeć jej głos... Chwila odpoczynku i w drogę powrotną. Pogoda się zepsuła. Wiało. Nic nie było momentami widać. Nasze ślady zawiało. Ciężko się jechało. Ja prowadziłem. Oczy od nawigacji bolały, ale dojechaliśmy szczęśliwie.
26.04. - Wszyscy razem jedziemy na lodowiec Ireny i Graffjellet. Wracamy przez lodowiec Waldemara.
27.04. - Znowu pogoda bazowa.
28.04. - Badania akumulacji śniegu na Irenie i lodowcu Elizy.
29.04. - Jedziemy z chłopakami na Aavatsmarka zgrać dane do komputera. Na koniec jedziemy jeszcze pożegnać się z lodowcem Waldemara. Pierwszy go witałem i ostatni żegnałem. To ważne.
30.04. - Odjeżdżamy ze stacji. To już koniec kolejnej wyprawy. Szkoda. To jest dobre miejsce na ziemi. Nie wiem kiedy będę tam znowu. Do Ny Alesundu dojechaliśmy bez problemów. Jedynie, jak zawsze trochę pomęczyliśmy się przy wjeździe na lodowiec Artura. Chłopaki jeszcze na tydzień wrócili do stacji, bo tak mieli w planie. Razem z nimi pojechał Kaziu Sendobry, który już czekał w Ny Alesundzie. A my w trójkę czekamy na samolot do Longyearbyen.
01.05. - Cały dzień w Ny Alesundzie.
02.05. - Przylatujemy do Longyearbyen.
03.05. - Przylot do Warszawy i powrót do Torunia.


Ubrała nas firma Małachowski