English version
Pobieranie animacji...
Menu główne:
Ostatnie Wyprawy:
Szybkie linki:
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu





Odwiedź nasz profil w portalu Facebook

Szukaj nas też na Twitterze

O Wyprawie

Do organizacji XIII - tej wyprawy przystąpiliśmy z pewnymi obawami. Jak się później okazało były one tylko częściowo uzasadnione. Jak zawsze największe problemy były ze zdobyciem pieniędzy. Około 60 % kosztów wyprawy pokryto z grantu JM Rektora. Pragniemy w tym miejscu podziękować za przyznanie grantu oraz wszelką pomoc , a przede za wszystkim życzliwość.

Wprowadzane każdego roku przez Norwegów coraz ostrzejsze ograniczenia i wymagania dla nowych ekspedycji przemawiają za utrzymaniem ciągłości naszych eksploracji polarnych. Zdobywanie środków na badania i to nie tylko polarne jest , jest coraz trudniejsze. Często trudniejsze niż sama wyprawa. Tak się szczęśliwie składa, że niektóre wyniki badań prowadzonych zimą na Wiśle można sprzedać, a uzyskane środki w całości przeznaczać na nasz dom pod biegunem. W ten sposób przez prawie cały rok możemy zajmować się lodem.

Specjaliści wielu dziedzin poszukują dowodów na wpływ gospodarczej działalności człowieka na zmiany w środowisku - tzw. global change. Lodowiec reaguje na wszelkie zmiany z pewnym opóźnieniem. Charakteryzuje się on ogromną bezwładnością. Wszelkie przypadkowe i niewielkie zmiany są "filtrowane". Dzięki tym cechom jest on niezwykle wdzięcznym obiektem wieloletnich badań. Od połowy ubiegłego wieku bilans masy lodowców Svalbardu wykazuje ujemne tendencje. Podobnie jak w poprzednich latach śledzenie tempa zanikania lodowców było głównym problemem badawczym ostatniej wyprawy. Zagadnieniem tym zajmowali się: prof. dr hab. Marek Grześ, mgr Ireneusz Sobota, mgr Bogusław Pawłowski oraz dwóch studentów V roku Andrzej Araźny i Dariusz Brykała. Podkreślić należy bardzo wyraźnie, że studenci sami zdobyli środki na pokrycie kosztów uczestnictwa w wyprawie. Poszukujemy również innych dowodów na zmiany zasięgu lodowców. Dlatego też w składzie wyprawy znaleźli się biolodzy. Dr hab. Wanda Gugnacka-Fiedor ostatni raz była na Kaffiøyrze latem 1989 roku. Zajmuje się sukcesją roślinności na terenach, które jeszcze kilka lat temu przykrywał lodowiec. Jak się okazało pewnym utrudnieniem są tu renifery. Po dłuższej przerwie powróciły na Kaffioyrę. W tej chwili jest ich około 12 sztuk. Wyjadają one dość skutecznie i tak skąpą roślinność. Porosty, którymi zajmowała się mgr Edyta Adamska są one doskonałym wskaźnikiem zmian zachodzących w środowisku. Na wyniki badań biologów trzeba poczekać. W drodze do kraju jest kilkadziesiąt kilogramów prób.

Podstawą naszej działalności w terenie jest mapa. O skali zmian zachodzących w środowisku polarnym niech świadczy fakt, że mapa lodowca wykonana przez mgr Krzysztofa R. Lankaufa w 1995 roku jest już mocno nieaktualna. Powierzchnia lodowca obniżyła się nawet o kilka metrów. Jęzor lodowca "skurczył" się o kilkadziesiąt metrów. Pojawiły się nowe moreny, szczeliny i rzeki. Jedna z metod oceny ubytku lub przyrostu masy lodowca opiera się na porównaniu dokładnych map. Widzimy potrzebę wykonania nowej mapy naszego lodowca. Jest to jedno z zadań kolejnej ekspedycji.

Anomalie pogodowe są coraz częstszym zjawiskiem na Ziemi. Nawet tu na dalekim Svalbardzie warunki pogodowe zaskoczyły stałych bywalców. Przez 43 dni pobytu na Kaffiorze, 34 dni padał deszcz. Spadło go trzykrotnie więcej niż zwykle. Nasze wrażenia o ekstremalności pogody tonowane były przez doniesienia radiowe o katastrofalnej powodzi w Polsce, Czechach i w Niemczech. Słyszalne były tylko polskojęzyczne stacje radiowe z Niemiec, Francji , Włoch i Rosji. Ogromnym zaskoczeniem było kiedy Ireneusz Sobota odnalazł na 7400 kHz "Radio Maryja". Niestety skromny serwis informacyjny tej rozgłośni nie zaspokajał naszej ciekawości. Mieliśmy i my swoje powodzie na Spitsbergenie. Dziwne to, ale w ciągu doby spadła miesięczna norma deszczu. W tym czasie powierzchnia lodowca obniżyła się 0,2 m. Niewielkie strumyki zamieniły się w płynące z prędkością 2 - 3 m/s rzeki. Woda przenosiła kamienie o średnicy piłki koszykowej. W Longyearbyen buldożery pogłębiały koryto jednej z rzek aby nie doprowadzić do zalania domów.

Każdą chwilę lepszej pogody wykorzystywaliśmy na prace terenowe. Jedyny uczestnik wyprawy, któremu zła pogoda nie przeszkadzała to nasz meteorolog - Andrzej Araźny. Każda anomalia to ciekawostka do pracy magisterskiej. Ciągłe opady deszczu były prawdziwą zmorą dla biologów. Wielogodzinne ślęczenie nad polami testowymi nie należy do przyjemności. Setki prób pobranych przez dr hab. Wandę Gugnacką i mgr Edytę Adamską suszyły się w każdym wolnym miejscu stacji. W pewnym momencie przypominała ona magazyn "Herbapolu".

Spośród licznych przyrządów pomiarowych zainstalowanych w stacji, największe zainteresowanie wzbudzał barograf i wiatromierz. Okazało się jeszcze raz, że zależność pomiędzy wzrostem lub spadkiem ciśnienia, a pogodą nie jest wcale taka prosta i oczywista. Ciśnienie rośnie - leje i wieje, ciśnienie spada - wieje i leje. Praca w terenie przy silnym wietrze jest niezwykle trudna. Organizm ulega szybkiemu wychłodzeniu. Podsłuchując wiatr na własny użytek opracowano skalę prędkości. Przy 5 - 7 m/s luźne przewody rytmicznie uderzają o ściany stacji. Przy 7 - 9 m/s okiennice tłuką niemiłosiernie i co mniej odpornych po trzech dniach wprowadzają w podenerwowanie. Kiedy wiatr przekracza 12 - 13 m/s komin naszego piecyka typu "koza" zaczyna grać. Powyżej 15 m/s wszystkie dźwięki dokładnie się miksują i po kilku godzinach można dostać "kota polarnego". Jedyna korzyć jaką wynosimy z wiatru to energia elektryczna. Generator wiatrowy o mocy 300 W to wspaniałe urządzenie. Darmowa energia elektryczna dla urządzeń pomiarowych, radioodbiornika, radiostacji, kamer i oświetlenia. Przy huraganowym wietrze, który osiągał 100 km/h sześciometrowy maszt wyginał się w pałąk. Obracające się śmigło hałasowało jak silnik dużego samolotu. Na zakup elektrowni wiatrowej zaciągnęliśmy dług u Rektora. Podczas wichur nachodziła mnie ciągle myśl: jeszcze nie zapłacona, a już odleci. Wirnik z włókna węglowego oparł się "Eolowi Polarnemu". Okazji do pełnego wykorzystania foto ogniwa było niewiele . Przez zaledwie parę dni dostarczało ono 40 W energii. Wystarczało to do utrzymania naładowanych baterii. Wiatr i Słońce to alternatywne źródła energii. Kiedy nie ma wiatru ani Słońca zawsze w rezerwie jest generator spalinowy "Honda" (1 kW) .Wykorzystujemy go do zasilania narzędzi i bardzo praktycznego wynalazku - pralki typu "Frania".

Najdalej do pracy na Kaffioyrze mają glacjolodzy. Codziennie 2 - 3 godziny w drodze. Jeszcze w 1995 roku stwierdziliśmy , że to zbyt duża strata czasu. Jeżeli lodowiec Waldemara ma być systematycznie badany przez kilka lat, musi tu powstać obserwatorium. Od pomysłu do realizacji planów upłynęło 1,5 roku. W maju 1997 roku z mgr Ireneuszem Sobotą skuterami zawieźliśmy belki, deski, papę, węgiel i sporo innej drobnicy. Latem, po wielu perypetiach, dojechała sklejka. Sklejkę bezpłatnie przekazała Bydgoska Fabryka Sklejek S.A. Transport sklejki na lodowiec był nie lada wyczynem. Około 450 kg płyt załadowanych na wózek, ciągnięty, pchany, a czasami niesiony przez pięć osób dotarł na miejsce przeznaczenia w ciągu jednego dnia. Następnego dnia ze studentem Andrzejem Araźnym stawiamy konstrukcję "domu". Ma on w podstawie 2,3 na 2,1 metra i 2,2 metra wysokości. Andrzej okazał się być dyplomowanym technikiem mechanikiem i uzdolnionym uczniem ciesielskim. Trzeciego dnia obijamy nasze obserwatorium sklejką. Czwarty dzień to już kosmetyka. Pokrycie dachu i ścian papą, "meblowanie" i instalacja pieca. Pierwsze rozpalenie to prawdziwy szok termiczny. Na zewnątrz ziąb i nieprzyjemny wiatr z lodowca. Wewnątrz cyferki elektronicznego termometru szybko przeskakują. Gdy temperatura zbliża się do +30ºC przerywamy dokładanie do pieca. Szkoda cennego opału. Każdy kto zechce tu się zatrzymać na dłuższy odpoczynek musi sobie przynieść opał ze stacji. Oprócz tego trzeba zgromadzić pewną rezerwę porąbanego drewna dryftowego na zimę. Zaszczyt pierwszego noclegu przypadł mnie i Irkowi Sobocie. Domek nazwany "ATA" wymaga jeszcze dopieszczenia. Przez szparki widać góry i naszego Waldemara. W "wolnych" chwilach wybijemy go od wewnątrz wykładziną podłogową. Podczas snu zrywa się wichura ze śniegiem. Pozostawione na zewnątrz kawałki płyt i desek odlatują. Domek obłożony do 1/3 wysokości ścian kamieniami trzyma się dzielnie. Tak już na wszelki wypadek trzeba będzie założyć odciągi. Widziałem już na Spitsbergenie latające łodzie i beczki.

Mamy zatem dom na lodowcu. Nie jest to może całkiem normalny dom. Trochę podobny do stajenki. Dla nas jest to jednak wspaniały hotel. Zastanawiam się nad celowością inwestowania w Spitsbergen. Ile razy uda mi się tu jeszcze przyjechać? Warto inwestować w młodych entuzjastów polarnych eksploracji naukowych.

Prace techniczno - gospodarcze są integralną częścią wyprawy. Nie każdy jednak zdaje sobie z tego sprawę. Niestety predyspozycje manualne nie są najmocniejszą stroną naukowców. Zdarza się dość często, że niektórzy pierwszy raz w życiu piłują i rąbią drewno na Spitsbergenie . Każda z trzynastu wypraw pozostawiała po sobie trwały ślad. Dobudowana została sień i magazyn. Wybudowano znaną już na całym Svalbardzie saunę. Podczas ostatniej wyprawy dobudowano do stacji jeszcze jedno pomieszczenie. Zmusiła nas do tego zdecydowanie zła pogoda. Siedmioosobowa grupa wraz z bagażami i porozwieszaną wszędzie wilgotną odzieżą z trudem mieściła się w stacji. Dlatego też każdy z przyjemnością uciekał do "ATY". Podczas jednego z wyjazdów do Ny Alesundu znaleźliśmy na brzegu ogromną skrzynię. Prawdopodobnie została zmyta z pokładu jakiegoś statku. Była ona niewiele mniejsza od naszej łodzi. Udało się ją jednak załadować i przywieźć do stacji. Po rozbiciu okazało się, że dysponujemy sporą ilością dobrego budulca. Tak trochę od niechcenia zaczęliśmy budować przybudówkę. Wszyscy prześcigali się co wyszukiwania i oszczędzania materiału. Odpadów nie było. Nowe pomieszczenie powstawało w czasie wolnym. Ma ono powierzchnię około 6 m2 i wysokość 2,7 m. Służy jako magazyn. W przyszłości będzie tu kuchnia i magazyn żywności.

Staramy się do minimum ograniczyć koszty badań na Spitsbergenie. Oszczędzanie też ma swoje granice, których nie można przekroczyć. Przeszło połowa kosztów to transport. Wybrano najtańszy wariant dotarcia do naszej stacji. Wynajętym "Transitem" do Tromso na północnym skraju Europy. Stąd już tylko 2 godziny lotu do Longyearbyen. Tu już czekało część naszych bagaży. Przypłynęły one "Oceanią" - jachtem badawczym Instytutu Oceanologii PAN. Niestety zasadniczy bagaż dotarł tylko do Hornsundu, gdzie znajduje się Stacja Polarna Instytutu Geofizyki PAN. Nie pozostaje nic innego jak liczyć na okazyjny transport. Z Longyearbyen na Kaffioyrę płyniemy "Polar Starem" - niewielki statek kursujący na trasie do Ny Alesundu. Błyskawiczny rozładunek. Pięć osób pozostaje w stacji. Z Irkiem Sobotą płyniemy do Ny Alesundu . Jestem bardzo ciekawy przejścia "Polar Stara" przez Cieśninę Sarstanga. Tylko bardzo doświadczeni żeglarze wybierają tą trasę. Niewielkie głębokości, silne prądy pływowe oraz nieprzyjemne fale stojące już nie raz nam dokuczyły. Przejście "Polar Stara" było prawdziwym żeglarskim majstersztykiem. W pewnym momencie echosonda wskazywała głębokość bliską zanurzenia statku. Moje skromne gratulacje sprawiły kapitanowi chyba przyjemność. Skwitował je krótko: "chyba tu pływałeś wcześniej". Czteroosobową załogę obdarowaliśmy koszulkami firmowymi. Wszyscy byli zdziwieni, naszym skromnym "cargo". Wyjaśniam, że pozostała część czeka na okazję w Hornsundzie. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy po tygodniu wcześnie rano "Polar Star" wywołał nas przez UKF-kę : "Mamy wasze cargo z Hornsundu. Będziemy za 2 godziny".

W Ny Alesundzie powitano nas jak starych znajomych. Wyciągnięcie i przygotowanie naszej łodzi trwa prawie 4 godziny. "Sportis" zastawiony był kilkunastoma skuterami. Cały czas obserwuję niebo. Pogorszenie pogody wisi w powietrzu. Trzeba błyskawicznie ruszać. Pakujemy do łodzi 10 kanistrów benzyny i w drogę. Bez większych kłopotów przepływamy Sarstangę. Wiatr zmienił kierunek na południowy. Nie wróży to nic dobrego. Rośnie prędkość wiatru. Krótka i stroma fala uniemożliwia rozwinięcie większej prędkości. Po 4 godzinach dopływamy do stacji. Okazuje się, że dopłynęliśmy w ostatniej. Zła pogoda trwała przeszło dwa tygodnie. Potem dwa dni pogody i kolejne deszczowe i wietrzne dni.

W końcu sierpnia prowadzimy nasłuch radiowy, oczekując informacji od trapera Hansa Lunda, który ma po nas przypłynąć swoim maleńkim "Farmem". Okazało się, że zła pogoda uniemożliwia przypłynięcie na czas, tak doświadczonemu żeglarzowi polarnemu, jakim jest Lund. Pomimo nienadzwyczajnej pogody Hans przypływa po nas 3 września. Był to ostatni termin. Nasza spiżarnia świeciła już pustkami. Po ośmiogodzinnej żegludze docieramy do Longyearbyen. Tu dowiadujemy się, że samochód, który ma nas zabrać z Tromso, czeka już od kilku dni. Nasz kierowca Tadeusz Karpa wraz z dr hab. Rajmundem Przybylakiem zatrzymali się u księdza Andrzeja Żydka, proboszcza polskiej parafii w Tromso. Po przylocie do Tromso przesiadamy się na samochód, którym wracamy prawie przez całą Skandynawię do kraju.

Pomimo złej pogody i przysłowiowej "trzynastki" wyprawę należy zaliczyć do bardzo udanych, tak pod względem organizacyjnym, jak i naukowym. Uczelnia nasza należy do jednych z najaktywniejszych ośrodków polarnych w kraju. Zostało to docenione na XXIV-tym Sympozjum Polarnym, które kilka dni temu odbyło się w Warszawie. Autor niniejszego artykułu wybrany został przewodniczącym Polskiego Oddziału Międzynarodowego Towarzystwa Glacjologicznego.

Przed nami kolejne wyprawy na Spitsbergen i lodowe badania na Wiśle. Zanim to jednak nastąpi opracować trzeba wyniki z ostatniej wyprawy i zdobyć (czyt. zarobić) pieniądze na realizacje "lodowej pasji".

Fotogaleria

Instrukcje: aby rozpocząć przeglądanie kliknij na wybrane zdjęcie. Do przełączania pomiędzy kolejnymi zdjęciami możesz używać przycisków klawiatury (strzałka w prawo - następne; strzałka w lewo - poprzednie) lub przycisków przy krawędziach zdjęć. Aby zamknąć galerię kliknij przycisk "Close" w prawym dolnym rogu lub wciśnij na klawiaturze przycisk Escape. Jeśli chcesz zapisać oglądane zdjęcie, kliknij ikonkę dyskietki pod opisem zdjęcia. Wówczas otworzy się ono w nowym oknie, w którym będziesz mógł je zapisać (kliknięcie prawym przyciskiem myszy i wybór "Zapisz obrazek jako...").



Wszystkie zdjęcia opublikowane na tej stronie, są własnością
ich autorów oraz są chronione prawem autorskim.
Wykorzystanie zdjęć bez adnotacji o źródle zabronione.