English version
Pobieranie animacji...
Menu główne:
Ostatnie Wyprawy:
Szybkie linki:
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu





Odwiedź nasz profil w portalu Facebook

Szukaj nas też na Twitterze
XII Wyprawa Polarna UMK - wiosna 1997

O Wyprawie...

W 22 letniej historii Toruńskich Wypraw Polarnych na Spitsbergen była to druga zimowa wyprawa. Była to najmniejsza bo zaledwie dwuosobowa ekspedycja naukowa. Udział w niej wzięli: prof. dr hab. Marek Grześ (8 wypraw na Spitsbergen) oraz mgr Irek Sobota (2 wyprawy) z Zakładu Hydrologii i Gospodarki Wodnej Instytutu Geografii UMK.

Dostanie się na Spitsbergen, nawet podczas zimy ,jest teraz bardzo proste. Lot do Longyearbyen via Kopenhaga, Oslo i Tromso. W Longyearbyen, dwu tysięcznej stolicy Svalbardu przesiadka na mały 14 osobowy samolot i po godzinie jesteśmy w Ny-Ålesundzie. Lecimy nad terenem naszych badań. Fiord St. Jons i Cieśnina Forland pokryte lodem. W Ny-Ålesundzie czujemy się już jak u siebie. Co rusz spotykamy znajomych. Mieszka tu i pracuje około 50 osób.

Nasze skutery przezimowały doskonale. Po rocznym postoju dały się uruchomić bez najmniejszych problemów. Skromny bagaż nie mieści się na jedne sanie. Za symboliczną koronę kupujemy używane sanki. Mocno wiążemy bagaż, którego uzbierało się w sumie około 300 kg. Pełni niepokoju, czy nasze "staruszki" poradzą sobie w kopnym śniegu na stromych podjazdach na lodowce, ruszamy. Dla Irka jest to pierwsza w życiu jazda skuterem. Po kilku kilometrach idzie mu to bardzo dobrze. Skuter śnieżny to połączenie trzech pojazdów: nart, roweru i czołgu. Nart bo ma płozy z przodu, kierowane kierownicą jak w rowerze. Całość napędzana jest gąsienicą, podobnie jak w czołgu, tylko że mniejszą i gumową.

Pierwszy etap naszej podróży do stacji to mały domek, położony nad Zatoką Angielską. Niestety zatoka jest niezamarznięta. Trzeba jechać przez góry. Przed naszym przyjazdem spadło około 50 cm świeżego śniegu. Obciążone skutery z mozołem wspinają się na lodowiec Comfortless. Stare skidoo (20 lat) nie daje rady. Kolejno wciągam na przełęcz dwie pary sań Yamahą. Śnieg jest kopny, skuter idzie ciężko, że przy drugim podjeździe spalił mi się pas klinowy napędzający gąsienicę. Zakładam nowy, teraz już nie ma zapasu. A do bazy jeszcze 50 km i wszystko może się zdarzyć.

Sporo emocji wywołuje zjazd z lodowca Artura. Wciśnięte hamulce, a skutery cały czas przyspieszają. Ważące 200 kg razem z ładunkiem sanie usiłują cały czas zmieniać kierunek jazdy. Szczęśliwie udaje się jednak ześlizgnąć.

Przed lodowcem Artura potężne wybrzuszenia lodu nalodziowego. Z większości lodowców spitsbergeńskich także i zimą odpływa woda. Zamarzając tworzy błękitne pokrywy nalodzi. W miejscach, gdzie woda wypływa pod ciśnieniem tworzą się kratery lodowe. Nalodzia to miejsca niebezpieczne. Temperatura powietrza -20 °C, a tu nagle woda pod śniegiem. W takiej kaszy skuter potrafi zniknąć jak w błocie. Ostrożnie po stoku omijamy tą pułapkę.

Od północy z naszą Niziną Kawową sąsiaduje Nizina Sarsa. Tu czujemy się już jak w domu. Twardy, przewiany śnieg, pełno śladów reniferów, które słysząc motory skuterów uciekają w śmiesznych podskokach. Dojeżdżamy wreszcie nad Zatokę Hornbeak, którą jeszcze przed stu laty wypełniał potężny lodowiec Aavatsmark. Nic nie wiemy o grubości lodu na zatoce. Wygląda nieźle. Jedziemy. Przejazd przez spiętrzenia lodu na brzegu i niewielką szczelinę wzrastającą przy pływach morza. Unikamy miejsc z równym lodem. Wybieramy te, gdzie z pokrywy lodowej wystają niewielkie górki lodowe.

Wreszcie na Kaffiøyrze. Dojazd do stacji zawsze wywołuje dużo emocji. Przeszło 8 miesięcy stała otwarta. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze. W 3/4 jest zasypana śniegiem. Kilka minut pracy przy odśnieżeniu wejścia. Wewnątrz kilka wiader śniegu, który dostał się tu przez otwór po urwanym przez wiatr lub misie kominie. Naprawa komina zajmuje nam kilka godzin. Rozpalenie w piecu daje upust całej "nerwówce" związanej z podróżą. Przy gorącej kawie planujemy prace terenowe na najbliższe dni.

Zasadniczy cel wyprawy to określenie zimowej akumulacji na lodowcu Waldemara. Zmierzenie grubości śniegu i jego gęstości. Pierwszy wyjazd na lodowiec pełen niespodzianek. Ze śniegu wystają nasze tyczki ablacyjne, zainstalowane tu ostatniego lata. Będziemy mogli zatem ocenić dokładność pomiarów warstwy stopionego lodu. Dzień po dniu w różnych miejscach lodowca wykonujemy sondowania, kopiemy doły, które naukowo nazywane są szurfami. Ważymy próby śniegu o znanej objętości. Grubość pokrywy śnieżnej lokalnie przekracza 2 m. Gęstość śniegu około 0,4 g/cm³. Wszystkie dane nanosimy na mapę, którą w 1995 roku wykonał Krzysztof Lankauf. Dużo się pozmieniało. Potrzebna jest nowa mapa. Pozwoli ona na porównanie naszych liczb z obrazem kartograficznym.

Podobnie jak z lodowca Artura i z lodowca Waldemara odpływa zimą woda. Irek Sobota pobiera próby do analizy. Okazuje się, że przewodnictwo elektryczne wynosi około 400-500 mS. Przewodnictwo elektryczne wody ze stopionego świeżego śniegu wynosi zaledwie 10-15 mS. Tą naukową informację wykorzystujemy zaraz w życiu codziennym. Jedynym źródłem wody pitnej i gospodarczej w stacji zimą jest śnieg. Woda pozbawiona soli mineralnych jest niesmaczna i nie gasi pragnienia. Będziemy więc przywozić wodę z lodowca, która ma podobną mineralizację jak nasza woda w kranie, oczywiście bez chloru. Informacja o dużym przewodnictwie elektrycznym wody świadczy o tym, że lodowiec wewnątrz jest ciepły i nie jest przymarznięty do podłoża. Ma to ogromne znaczenie w interpretacji wielu zjawisk glacjologicznych i geomorfologicznych.

W pewnym momencie badania środowiska zaczynają być służbą. Śledzenie zmian jest dość monotonne. Podobnymi do Waldemara lodowcami zajmują się duże interdyscyplinarne zespoły. Nas jest niewielka grupa, która oprócz prac badawczych musi przed każdą wyprawą uporać się z poważnymi problemami finansowymi i organizacyjnymi. Nie bacząc na nie snujemy nowe plany. W 1995 roku obok stacji powstał wyjątkowo urodziwy domek. Zbudowany on został z drewna dryftowego, którego na plażach spitsbergeńskich pod dostatkiem. Latem 1996 roku młodzi asystenci i studenci dźwigali pełne plecaki sprzętu z bazy na lodowiec Waldemara. Każdego dnia trzy godziny w drodze. A gdyby tak przed czołem tego lodowca postawić stację glacjologiczną? Pomysł dobry. Jak jednak dowieźć tu materiał? Postanawiamy z Irkiem za każdym wyjazdem na lodowiec Waldemara zabrać kilka desek. Po kilku dniach stwierdziliśmy, że z tego może być już konstrukcja domu 2x2 m. Dowozimy duże rolki papy, stare skrzynki, worek węgla i inne drobiazgi. Będzie dom na Waldemarze, a w nim: koja piętrowa, piec, stół i kącik naukowy. Będzie okno z widokiem na całe czoło lodowca. Wewnątrz będzie stał teodolit, przy pomocy którego będzie można prowadzić precyzyjne pomiary. W domku będzie aparatura pomiarowa, której czujniki doprowadzone zostaną na lodowiec. Obłożymy lodowiec czujnikami, jak lekarz pacjenta przy badaniu EKG.

Szybko mija nasz pobyt na Kaffiøyrze. Jeszcze dzień przed odjazdem znajdujemy dwie tyczki z 1996 roku. Kreślimy mapę zasobów śniegu. Zastanawiamy się co jeszcze zrobić? Pracy dookoła pełno. Trzeba przygotować stację do odjazdu.

Możliwe są dwa warianty powrotu do Ny-Ålesundu. Z pierwszego przez lodowiec Artura po ostatnim wyjeździe na Sarstangę, rezygnujemy. Na Hornbeak pod śniegiem znaczna warstwa wody, która dostaje się tu przez lód. Bardzo łatwo w tym zimnym i słonym błocie utknąć na dobre. Wybieramy dłuższą, ale pewniejszą drogę lodowcami: Aavatsmark, Uvers i Kongsvega. Temperatura powietrza waha się wokół zera. Śnieg robi się miękki. Trzeba jechać "nocą", kiedy Słońce chowa się za górami i jest znacznie chłodnej. Przed nami do pokonania 70 km "autostrad" lodowych. Nie jest to dużo dla nowych skuterów. Nasze mają po 20 lat i muszą pociągnąć sanie 120 kg każde. Tam w górach muszą dać z siebie wszystko.

Stacja zabezpieczona. Okiennice zamknięte.

Ruszamy 16 maja o godz. 2:10.

Słońce wysoko nad horyzontem, aż trudno uwierzyć, że jedziemy nocą. Przeszło 15-kilometrowy podjazd lodowcem Aavatsmark jest nam dobrze znany. Dojeżdżamy do Krullfonnyy, rozległego pleatau lodowcowego, z którego biorą początek największe lodowce Ziemi Oscara II. Tu rozpoczyna się prawdziwa nawigacja. Wystające z lodu szczyty zwane nunatakami są bardzo podobne do siebie. Teraz musimy zaufać GPS-owi i klasycznemu kompasowi, który nie zawsze dobrze pokazuje w tych rejonach północ. Stopniowo zmniejsza się wysokość nad poziom morza. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie rozpoczyna się duży lodowiec Uvers. Łagodny zjazd w dół lodowca odbywa się bez większych problemów. Głębokie szczeliny przykryte są grubą warstwą zbitego śniegu. Po blisko godzinnej jeździe Uversem zaczynamy się trochę denerwować. Od 15 minut powinniśmy być na wąskim przejściu do potężnego lodowca Kongsvegen. Pojawia się ono raptownie, za pionową ścianą skalną. Atmosfera niepewności mija, kiedy na śniegu widzimy stare ślady skutera. One mogą prowadzić tylko do Ny-Ålesundu. Lodowiec Kongsvegen należy do bardzo aktywnych, co się objawia ogromną ilością szczelin. Przejazd możliwy jest tylko jego lewą, wąską, nie spękaną częścią. Z daleka widoczny jeden z najpiękniejszych fiordów Spitsbergenu Kings Bay. Przejazd przez moreny boczne lodowca Kongsvegen należał do najtrudniejszych tras w całej wyprawie. Miejscami trzeba było pokonywać krótkie odcinki stoków o nachyleniu 30-35 stopni. Po przejechaniu strefy moren jesteśmy dumni z siebie i pełni podziwu dla naszych skuterów.

Na drzwiach pierwszej chatki na naszej trasie wisi patentowa kłódka. Niestety trzeba jechać dalej. Pokonać trzeba jeszcze w poprzek stromy stok kończący się wysokim klifem w morzu. Jest to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc dla wszystkich skuterowców jeżdżących tą trasą. W tym miejscu w maju 1996 roku skutery i sanie trzeba było asekurować linami. Nam nad wyraz łatwo przyszło pokonanie tego odcinka. Ny-Ålesund coraz bliżej. Widać stalowy maszt cumowniczy sterowca Norge, którym Roald Amundsen i Umberto Nobile w 1926 roku dotarli do bieguna. Wprawdzie Słońce wysoko nad horyzontem jest godzina szósta rano i to najdalej na północ wysunięte osiedle świata śpi jeszcze. Zatrzymujemy się na "przedmieściach", pijemy gorącą kawę z termosu. Czekamy do godziny ósmej rano. Zmęczeni, odprężeni i zadowoleni podjeżdżamy pod siedzibę Kings Bay Cull Company AC. Rezerwujemy bilety na najbliższy samolot do Longyearbyen i z przyjemnością kładziemy się do łóżek w wynajętym pokoiku.

Wyprawa dobiegła końca. Jeszcze tylko krótki lot do Longyearbyen i dalej do Polski. Przeprowadzone badania pozwolą nam jeszcze bardziej "zrozumieć lodowce". Porównać przebieg i natężenie wielu procesów z poprzednią zimą, z sezonami letnimi. Jakże mylą się ci, którzy zimę z punktu widzenia badań przyrodniczych uważają za nieciekawą i nieistotną. O tym jednak może przy innej okazji.

Kalendarium

20 kwietnia
10.30 wyjazd z Torunia.
12.45 odlot z Warszawy.

21 kwietnia
2.30 przylot do Longyearbyen, stolicy Spitsbergenu. Pierwszy nocleg u Jurka Różańskiego w biurze Navigi. Wizyta w UNIS-ie.

22 kwietnia
Wycieczka skuterami do Sveagruva.

23 kwietnia
Dalszy pobyt w Longyearbyen w oczekiwaniu na samolot do Ny-Ålesundu.

24 kwietnia
Przelot do Ny-Ålesundu. Osada wita nas słoneczną, mroźną pogodą. Nocleg w hoteliku.

25 kwietnia
Przejazd skuterami do naszej stacji na Kaffiøyrze. Przeprawa przez lodowiec Artura i Zatokę Hornbeak. Prace porządkowe w stacji. Naprawa pieca. Pierwszy nocleg.

26 kwietnia
Wizyta w stacji trzech Norwegów. Ciąg dalszy prac porządkowych. Wyjazd skuterami na lodowiec Waldemara.

27 kwietnia
Załamanie pogody. Prace remontowe wokół bazy.

28 kwietnia
Prace remontowe. Naprawa drzwi.

29 kwietnia
Poprawa pogody. Prace terenowe na lodowcu Waldemara. Założenie bazy pomiarowej.

30 kwietnia
Prace terenowe na lodowcu Waldemara. Odkrycie świeżych śladów niedźwiedzia obok stacji.

1 maja
Przyjazd Jurka Różańskiego z Navigii. Po południu prace terenowe na lodowcu Waldemara. Wizyta Australijczyka.

2 maja
Zakończenie pomiarów miąższości pokrywy śnieżnej na lodowcu Waldemara.

3 maja
Wyjazd do Jonesfiordu. Przejazd skuterami przez Kaffiøyrę. Podjazd pod lodowiec Konov. W drodze powrotnej załamanie pogody.

4 maja
Odjazd Jurka Różańskiego.

5 maja
Pomiary gęstości i wybranych cech chemicznofizycznych pokrywy śnieżnej na lodowcu Waldemara.

6 maja
Wyjazd na Sarstangę. Transport drewna wyrzuconego przez morze, na budowę domku na lodowcu Waldemara. Wieczorem pomiary nalodzi na przedpolu lodowca.

7 maja
Prace terenowe na lodowcu Waldemara.

8 maja
Pomiary pionowego rozkładu temperatury wody w jeziorze Górnym na przedpolu lodowca Aavatsmarka.

9 maja
Wyjazd na Sarstangę. Przewóz materiału na budowę domku na lodowiec.

10 maja
Prace terenowe na lodowcu Waldemara. Wycieczka po morenach lodowca Ireny i Elizy.

11-13 maja
Silne załamanie pogody. Prace porządkowe i remontowe w bazie.

14/15 maja
Wyjazd ze stacji do Ny-Ålesundu o godzinie drugiej w nocy.

15 maja
Przyjazd o szóstej rano do Ny-Ålesundu.

16-19 maja
Pobyt w Ny-Ålesundzie w oczekiwaniu na samolot do Longyearbyen. Udział w obchodach Święta Narodowego Norwegii. Zwiedzanie osady i okolic. Zabezpieczenie skuterów na okres lata.

20 maja
Przelot do Longyearbyen.

20-22 maja
Pobyt w Longyearbyen u Jurka Różańskiego.

23 maja
Opuszczenie Svalbardu. Przylot do Polski. Przyjazd do Torunia o godzinie 20.00.